niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 3

Serce zamarło mi w bezruchu, kiedy poczułam na swojej szyi czyjś ciepły oddech. Z trudnością łapałam powietrze. Moje sanktuarium bezpieczeństwa zostało zniszczone. Mój pokój pozostał jedynym miejscem, które pozostało, takie jakie było wcześniej. Teraz nie posiadam nawet tego. Powolnym ruchem odwróciłam się twarzą do właściciela oddechu. W jednym momencie wszystkie żyły wypełniła lawa, a serce przybrało nienaturalnie szybkie tempo. Błękit oczu zdawał mi się być znajomy, choć nie należał do żadnej z osób z mojej okolicy. Lucas ma podobny przeszywający do głębi wzrok, lecz jego źrenice są koloru nieba, a te mają w sobie coś zwierzęcego. Odcień nie jest czysty, ma domieszkę szarości. Jego spojrzenie, skierowane wprost na środek mojej twarzy, było nie wiarygodnie dzikie. Płatki lekko zadartego nosa poruszały się jakby wąchał powietrze. Kąciki jego ust uniosły się minimalnie w grymasie, który chyba miał być uśmiechem. Jego szeroko rozstawione brwi były ściągnięte. Ubrany był w szary T-shirt i starte jeansy.
- Przepraszam, jeżeli  Cię wystraszyłem. - powiedział po chwili głosem pewnego siebie podrywacza. - Nazywam się Louis.
- Louis... Louis Tomlinson? - zapytałam zdezorientowana.
- Tak, tak. - Na twarzy nastolatka pojawił się prawdziwy uśmiech. Nie potrafiłam oderwać oczu od jego czarujących ust. - A myślałem, że już zapomniałaś.
- To ty wysłałeś mi ten naszyjnik, prawda? - wskazałam przedmiot, leżący na biurku. - I to ty byłeś u mnie w tą noc, wczoraj.
- Bystra jesteś. - Ton jakim wypowiedział te słowa nie był irytujący. Było w nim coś... coś takiego... pociągającego.
- Ale skąd Ty mnie znasz? Kim Ty jesteś?!
- Hmmmm... Nie powinniśmy się wreszcie przywitać, Amy?
Chłopak sprawiał wrażenie przyjaznego. Mgiełka tajemniczości, jaką tworzył wokół siebie, wręcz przyciągała do rozmowy. Chciało się podejść do niego, chwycić i dokopać się do tych wszystkich tajemnic, które skrywał, gdzieś głęboko.
- Pamiętam te oczy to Ty byłeś, jesteś tym chłopcem ze snu!
- Owszem. Ja pokazałem Ci to wszystko. Mam moc, żeby Ci przypomnieć niektóre rzeczy, ale muszę na to poświęcić bardzo dużo energii. To i tak bez znaczenia, dla Ciebie zrobiłbym wszystko.
- Dla mnie? Jak to?
- Ta chwila... W śnie widziałaś dzień, w którym odważyłem się wyjść z cienia drzew. Miałem wtedy ogromną ochotę, żeby do Ciebie podbiec i móc z Tobą porozmawiać, pobawić się, zaprzyjaźnić. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to kim jestem.
- O czym Ty mówisz?
- Amy... Naprawdę nie wiesz? Blondynek nigdy Ci nic nie powiedział? Nie wyjaśnił?
- Co Luki ma z tym wszystkim wspólnego?! - krzyknęłam.
- Spokojnie. - jego powaga w tej sytuacji była nieznośna. - jestem Werelobo , ale Tobie pewnie to nic nie mówi. W naszym świecie nazywają mnie " nino de la nuna". To coś podobnego do wilkołaków. Tylko, że akurat nad nami księżyc nie ma władzy. My odbieramy od niego moc. W naszej ojczyźnie moja rasa jest tępiona. Uważa się nas za potwory. a dlaczego? - z ust bruneta wydobył się smutny skowyt. - Ba nasi przodkowie zabijali ludzi. Po kilkuletniej wojnie wypędzono nas z Casahadas, zamieszkaliśmy w lasach. Czasem były pogłoski, że ktoś się zdołał skontaktować z ludźmi z waszego ludu. Ale cóż... Plotki szybko ucichały. Jako dziecko gardziłem swoim rodzeństwem. Słuchałem jak opowiadano, że jesteśmy dla was zagrożeniem, tylko niebezpieczeństwem. Dowiadywałem się, że nas zabijacie, kiedy chcemy podejść. Uczono mnie, że nie mogę się zbliżać do miasta ani nawet wychodzić z lasu. Kiedy miałem z pięć lat odłączyłem się od stada. Nie mogłem uwierzyć, że jesteście naszymi wrogami. Według mnie jesteśmy tacy sami. Wszyscy pragniemy tego samego - chcemy szczęścia. Mamy uczucia... Różnimy się tylko zdolnościami. A co do "Lukiego" czy jak mu tam? Jest Guardianem, jego gatunek stworzył władca, który nas wygnał. Pierwotnie ich zadaniem było trzymanie nas z dala od miasta. Później dziecko "strażników"...  - słowo to wypowiedział z widocznym obrzydzeniem, z urazą. Mimowolnie poczułam się gorzej. Współczułam mu. - było przeznaczone jako opiekun rodziny królewskiej. "Opiekun z niebios" powinien być czysty. Żadne kłamstwo nie może zanieczyścić ich sumienia. O ile mają coś takiego jak sumienie... - Smutek w oczach chłopaka był większy niż można by wyczytać z tonu jego głosu. Z kącika oka spłynęła mu maleńka kropelka łzy. - A jednak chyba Ci przypadł buntownik. Okłamywał Cię, udawał kogoś kim nie jest. Mam Ci do przekazania, że Twoja mama żyje i ma się dobrze. Tęskni za Tobą. Muszę już iść. Jeśli będziesz mnie potrzebować przybędę. I jeszcze raz przepraszam, jeśli Cię przestraszyłem..
- Nie... - nie zdążyłam dokończyć zdania, a on już uciekł. Chciałam zapytać jeszcze o mamę, dowiedzieć się czegoś więcej. I wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę. Lucas! Jest moim "opiekunem", on musi wiedzieć, o tym co tu się stało!



"Pewnego dnia, zobaczysz rzeczy, które widzę ja.
Będziesz chciał/a powietrze, którym oddycham.
Nie będziesz chciała nigdy mnie zostawić.
" /Clouds

2 komentarze:

  1. kocham to ff<3 http://cheelse-blog.blogspot.com/ < zapraszam na moje

    OdpowiedzUsuń
  2. N A J L E P S Z A B L O G I E R K A ! !
    Ps : Podoba mi sie to co piszesz 1000/10

    OdpowiedzUsuń