niedziela, 7 sierpnia 2016

Hej hej

Dzisiaj kolejna wiadomość, a nie rozdział. Może zacznę od tego, że nie wiem czy czytaliście ostatnią notkę pod rozdziałem. Otóż straciłam wszystko, co miałam już napisane. I tu pojawia się zła wiadomość... Straciłam motywację do pisania tego bloga i niezbyt wiem czy to ma jakiś sens. Pytanie do was jest takie: Pisać nadal tą historię? Chcecie to czytać? Czy może zabrać się za coś nowego, co będę w stanie na bieżąco ogarniać i zacząć od początku?

poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział 11



      Poczułam, jak bierze mnie na ręce. Kolejny raz zwróciłam uwagę na jego zwinne ruchy. Postawił mnie na ziemi kilka metrów dalej, nawet nie poczułam, żeby coś przeskakiwał. Powoli zdjął mi chustę. Nie mogłam uwierzyć w to gdzie się znajdujemy. Do teraz nie mam pojęcia, jak on to zorganizował. Wszystko to graniczyło z cudem…

  I znów pocierałam oczy wierzchem dłoni. Znajdowaliśmy się w centrum ogromnego stadionu – Camp Nou. Mimo, że od wielu lat miałam to miejsce niedaleko, byłam tu jedynie raz na wycieczce szkolnej. W sumie nic dziwnego skoro bilety na wejście nie są najtańsze… Z jednej strony szkoda byłoby mi pieniędzy a z drugiej wszystko, co najciekawsze jest przecież zabronione. No właśnie! Między innymi zabronione jest wejście na murawę, a my staliśmy jak gdyby nigdy nic na samym jej środku. Przypuszczam, że chłopak ma tutaj jakiegoś dobrego znajomego, choć bardziej prawdopodobne jest to, że byliśmy tam nielegalnie. No cóż! Bez ryzyka nie ma zabawy. Najbardziej zaciekawił mnie jednak fakt, że Louis przygotował nam piknik. Duży koc w czerwono-białą kratę przytrzymywały w trzech rogach średniej wielkości kamienie, natomiast czwarty zakrywał kosz z przekąskami. Wokół naszej nowej „miejscówki” co kawałek znajdowała się świeczka. Typowy obrazek z tanich romansideł. Jedynym elementem, który nie pasował do tego wszystkiego byliśmy my. Lou – chłopak z innego świata i ja, dziewczyna o przeciętnym wyglądzie.
   - I jak, podoba się? – Zapytał nastolatek, wybudzając mnie z ogromnego szoku.
   - No… - Przeciągałam. - No raczej! Jak ty to… wiesz… jak ty zdołałeś – Nie wiem, czy to nadal z szoku, czy to z innego powodu, ale zaczęłam się jąkać.
   - Wierz mi, to nie było takie łatwe, jak mi się zdawało. Hah, ale dobrze mieć taką watache, jak Niall i Liam. Ci dwaj zdziałają razem cuda. Siadaj, chętnie opowiem całą tą pokręconą historię.
   Spędziliśmy półtorej godziny, opowiadając sobie żarty, zajadając jedzenie przygotowane przez bruneta (choć przyznam, że nie spodziewałam się, iż z niego taki dobry kucharz) i przytulając się. W końcu Louis stwierdził, że jeżeli zaraz się nie ruszymy to przybędzie nam dobrych kilka kilogramów. Wstał i znowu mnie zaskoczył. Pokazał mi piłkę do nogi.
   - O, nie! Ja nie gram! – Zaśmiałam się, a on zrobił tę swoją minę małego dziecka, któremu nie pozwolono na zakup wymarzonej zabawki.
   - Nie mów, że nigdy nie chciałaś zagrać na tym stadionie.
   - No wiesz może to marzenie większości chłopaków, ale mi jakoś nie przyszło to nigdy do głowy. Hahahah, a tak poza tym ja nie umiem grać w nogę.
   - To cię nauczę. – Miałam wrażenie, że to, co powiem i tak nie zmieni jego podejścia. Przewróciłam oczami, po czym wstałam, kierując się w jego stronę. Lou jak zwykle wyszczerzył się przytulił mnie najmocniej, jak umiał.
   Wiecie? W życiu nie spodziewałam się, że polubię piłkę nożną. Śmiało mogę powiedzieć: „Ten chłopak działa cuda!”
   Po mojej wygranej, tak, MOJEJ, mój przeciwnik się obraził. Uznał, że jedyne, czym mogę go przeprosić to buziak. Co mi pozostało poza zgodzeniem się? Przyznam, mój chłopak, cudownie całuje!
   Kiedy wracaliśmy do domu, zapadła między nami niezręczna cisza, którą przerwał on. Nie był to jednak przyjazny ton, z jakim odzywał się do mnie przez cały wieczór. Byłam przekonana, że musiał długo myśleć nad tym, czy zacząć ten temat.
   - Amy, pamiętasz może jak się poznaliśmy?
   - No trudno to zapomnieć. A dlaczego pytasz? - Zapytałam zdezorientowana. Myślałam, że zapyta o coś między nami, o przyszłość, a nie o przeszłość. Czyżby to była cisza przed burzą?
   - No, bo mam do ciebie pewną sprawę i chcę żebyś to przemyślała. – Powiedział niepewnie. -  Pamiętasz ten naszyjnik?
   - Który? - Mój mózg działał dziś na wolniejszych obrotach.
   - Ten, który najpierw pokazała ci mama, a potem dostałaś go ode mnie.
   - Tak, pamiętam. Mam go cały czas przy łóżku.
   - A pamiętasz, co powiedziała ci wtedy w śnie mama?
   - Lou, proszę cię przejdź do rzeczy. – Odpowiedziałam już lekko zirytowana.
   - Amy, proszę cię… Spotkajmy się jeszcze raz, weź go i… - W tym momencie ujrzałam w jego pięknych oczach nadzieję i coś jeszcze. Coś, czego na pewno się nie spodziewałam – strach. – … i chodź ze mną tam. Do mojego domu, świata. – Kolejna chwila przerwy. – Do naszego świata, Amy.
   Zaskoczył mnie swoimi słowami. W mojej głowie zaczęła się wojna. Byłam rozdarta pomiędzy dwoma różnymi stronami. Jeden głos mi mówił, że nie powinnam, że to, co zawsze uważałam za swój świat, jest tutaj. To tu się wychowałam. Znam wszystko, a tam? Tam będę musiała na nowo poznawać. A drugi? Wciąż powtarzał jak mantrę, jak modlitwę. Będziesz szczęśliwa, będziesz z mamą, będziesz z NIM na zawsze… na zawsze…
   - Amy, powiedz coś. – Słodki i niepewny głos Louisa wyrwał mnie z zamyślenia. – Dobrze wiesz, że to tam jest nasze miejsce. Powiedz, też to czujesz?
   - Lou, ja nie… nie wiem. Nie znam tego miejsca. Przepraszam, ale mam mętlik w głowie.
   - Zastanów się, musimy się tam dostać. Jestem pewien, że chcesz tam być i że marzysz, żeby spotkać mamę. Pragniesz się do niej przytulić i chcesz uciec od tego świata. Doskonale to czujesz, wiem to.
   - Przestań! – Wykrzyknęłam. – Nie wiesz, co czuję ani czego chcę. – Rozumiem, że on tego chce, ale ja nie jestem tego taka pewna. – Nie jesteś mną. – Dodałam ciszej, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. W jednym miał rację. Marzę o tym, żeby się wtulić w mamę, zatopić w jej uścisku i zostać tam już na wieki.
   - Przepraszam, nie chciałem. – Wyszeptał chłopak. Zbliżył dłoń do mojej i chciał ją dotknąć, lecz ja się odsunęłam. – Ok, rozumiem. – Powiedział smutno.
   - Louis, nie. To ja przepraszam. Za ostro zareagowałam, ale daj mi trochę czasu, dobrze? Kilka dni. Potem powiem ci, co zdecydowałam. A do tego czasu dajmy sobie spokój. Muszę to poważnie przemyśleć. Sama! - Brunet delikatnie skinął głową. Zrozumiał. – Teraz odprowadź mnie już do domu. 



"Pewnego dnia, zobaczysz rzeczy, które widzę ja.
Będziesz chciała powietrza, którym oddycham.
Już nigdy mnie nie opuścisz." ~Clouds

--------------------------------
Przepraszam za aż takie opóźnienie i za tak krótki rozdział, ale przeżyłam ogromną stratę! Zaginął mój pendrive z wszystkimi rozdziałami! :'(    

piątek, 3 czerwca 2016

Przepraszam #ważne

Bardzo przepraszam, że tak się ociągam z tym rozdziałem, ale mam teraz okropne problemy i zawieszam bloga aż do końca roku szkolnego. Jeszcze raz was przepraszam i liczę, że zrozumiecie i nie zapomnicie o mnie i o Amy :)

środa, 20 kwietnia 2016

Nominacja *0*

 Hej wszystkim :*

   Po pierwsze chciałabym bardzo podziękować za nominację na bloga miesiąca! Jestem prze szczęśliwa, bo naprawdę się tego nie spodziewałam i jest to dla mnie ogromne wyróżnienie.

   Po drugie zapraszam do głosowania (GŁOSOWANIE). Wiem, że jest już dosyć późno, ale przez egzaminy dopiero teraz zdołałam wejść w spokoju na laptopa i z takim opóźnieniem się o wszystkim dowiedziałam.

   Po trzecie bardzo Was przepraszam za te całe opóźnienia z rozdziałami. Tutaj pewnie się bardzo rozpiszę, ponieważ chcę Wam to wszystko wytłumaczyć. Jak już wspomniałam wyżej, kończę gimnazjum i przygotowywałam się do egzaminów oraz do konkursów. I tutaj kolejny wątek - w weekend w Boże Ciało jadę na finał konkursu na 4 dni na Dolny Śląsk i jeśli ktoś chciałby się spotkać to chętnie się spotkam, bo nie będę miała nic do roboty sama :< Drugim powodem mojej nieobecności na blogu jest fakt, że miałam nawał problemów osobistych. Jak na złość musiałam rozwiązać problemy z "byłym" i pomóc uporać się ze strasznymi kłopotami przyjaciółce, z którą spędziłam kilka dobrych miesięcy w szpitalu. Jestem wdzięczna, że nadal pozostaliście ze mną! Kocham Was :*


piątek, 25 marca 2016

Rozdział 10



   Z każdym krokiem pochłaniała nas coraz gęstsza mgła. Tłusty bit rozbrzmiewał głośno, wypełniając najmniejszy zakamarek sal. Liam aż do wejścia do klubu na obrzeżach miasta nie zdradził nam, czego powinniśmy się spodziewać. Szczerze mówiąc byłam w głębokim szoku, kiedy zobaczyłam, co to za miejsce. Już od samego początku było można poczuć cudowną magię, jaka tam panowała. Impreza obejmowała cały budynek, który kiedyś zapewne służył jako sklep. Duża hala została podzielona na kilka mniejszych, a w każdej z nich można było wtopić się w zupełnie inny klimat. Przy samym wejściu była szatnia, która o tej porze roku stała nie potrzebna, ale zimą musi wypełniać ją ogrom ubrań. Pierwsza z sal była typowym klubem. DJ rozgrzewał parkiet, w rogu znajdował się bar, a na środku tańczyło około czterdziestu ludzi. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to nie tylko ludzie. Bawiły się tam również kobiety, o zielonkawej skórze, kilka wampirów oraz dwóch mężczyzn w dziwnych niemodnych ciuchach, które świeciły własnym magicznym światłem. Druga sala była dosyć dziwnie udekorowana. Z sufitu zwisały piękne zasłony, tworząc coś na wzór labiryntu. W różnych częściach pomieszczenia stały posągi, a w ślepych zaułkach zauważyłam kilka osób, leżących i spoglądających w górę. Gdy powiodłam wzrokiem w tamtą stronę zauważyłam, że wszędzie były oszklone otwory, przez które pięknie było widać nocne niebo z milionami gwiazd. Sama miałam ogromną ochotę się tak położyć i zapomnieć o wszystkim, lecz Liam prowadził nas dalej. Kolejna hala była z obniżoną podłogą. Wchodząc tam, poproszono nas abyśmy zdjęli buty i poszli dalej niosąc je w dłoniach. Troszkę się zdziwiliśmy, ale posłusznie zdjęliśmy obuwie. Szliśmy w wodzie, sięgającej nam do kostek. Tu znów były korytarze, ale tym razem tworzyły je ogromne lustra. Czułam się dosyć dziwnie. Gdzie nie spojrzałam widziałam swoje odbicie, nawet kiedy opuściłam głowę ujrzałam siebie w tafli wody. Na samym końcu znajdowała się szara ściana z kilkoma drzwiami.
   - Poczekajcie chwilkę, muszę coś sprawdzić. – Oznajmił Li, po czym zaglądał za każde z nich. Po chwili odwrócił się i z uśmiechem na ustach powiedział. – No to znalazłem, możemy wejść.
   Otwarł szeroko drzwi i wpuścił nas do środka. Ja weszłam pierwsza. Cały pokój był pomalowany na zielono. Większość miejsca zajmowały rośliny. W rogach rosły w doniczkach drzewka ozdobne, wokół nich porozstawiane zostały ogromne donice z krzaczkami truskawek i malin. Wolną przestrzeń wypełniał mały stolik i kilka hamaków. Stanęliśmy jak wryci. Jedynie Liam ze stoickim spokojem rozłożył się na jednym z hamaków i rozbawiony patrzał na nasze miny. 
   - Zamierzacie tak bezczynnie stać i gapić się na wszystko z rozdziawioną gębą czy jednak usiądziecie i pogadamy? – Zaśmiał się.
   - Em…, co? A, tak jasne! – Wyjąkał Lou, siadając na hamaku obok. Ja jakbym wyjęta z jakiegoś snu dosiadłam się do niego. Wampirek nadal stał i spoglądał na wszystko z szeroko otwartymi oczami.
   - Ja się, do cholery, pytam: Skąd Ty znasz takie zarąbiste miejsce?! – Wykrzyknął.
   - A no bywa się tu i tam. Poznaje się dosyć… egh… ciekawych ludzi, którzy są tutaj stałymi klientami. No powiedzcie, że zaskoczyłem!
   - No powiem Ci stary, że nie spodziewałem się takiej miejscówy – Wtrącił brunet. – To, co zamierzamy teraz zrobić? – Zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi, bo przyjaciel sięgnął do stolika i podniósł telefon, którego wcześniej chyba żaden z nas nie zauważył.
   - No witam Zayni! No jak to, kto mówi?! Liaś… No przepraszaj, przepraszaj, należy się. Poproszę to co zwykle, ale cztery razy. Poczekaj moment. Louis prowadzisz?
   - No raczej… jakoś musimy wrócić, prawda? – Odpowiedział niezbyt przekonany czy to ma jakieś znaczenie.
   - No Zayni już jestem. To poproszę cztery razy, dwa normalne, jeden bez procentów i jeden – opcja dla krwioplicy.
   - Czy to było o mnie?! Wypraszam sobie! Jeszcze raz mnie tak nazwij to pożałujesz, że się urodziłeś! Gwarantuje Ci to! – Niall nie krył oburzenia. – Eh krwioplica! Powiedział, pożal się Boże, wilczek.
   Liam nie zwracając uwagi na to, co się wydarzyło, podziękował nijakiemu Zaynowi i odłożył słuchawkę. Po kilku minutach do pomieszczenia weszła kelnerka z napojami. Szybko podała każdemu szklankę i wyszła. Porozmawialiśmy jeszcze przez chwile. Na koniec Lou oznajmił, że chłopcy mają jeszcze dwie godzinki, żeby się zabawić, a on mnie porywa na ostatni punkt wycieczki. Z początku blondynek trochę marudził, ale odpuścił uściskał mnie i ruszył na parkiet.
   - Chyba będę musiał go później wciągać do samochodu, bo sam na nogach nie ustoi. – Wyszeptał mi do ucha brunet. Zachichotałam, bardziej przez to, że już sobie wyobraziłam tą sytuację niż ze słów chłopaka. – Ej, nie śmiej się! Jak nie będę umiał, to będziesz musiała mi pomóc. – Dopowiedział, żartobliwym tonem.
  
***

   Kiedy siedzieliśmy już w aucie, Louis wyjął czarną chustę i nic nie tłumacząc zawiązał mi ją na głowie, zakrywając oczy. Jechaliśmy jakieś piętnaście minut.
   - Teraz będziesz musiała mi okazać swoje zaufanie. Musimy przeskoczyć przez coś, a Ty z nic nie widząc, nie dasz rady. Nie żebym w ciebie wątpił, ale no.. – Zaczął się tłumaczyć, wyraźnie zestresowany.
   - No dobra, dobra, rób, co musisz. – Zaśmiałam się. W końcu ktoś musiał to zakończyć.
   Poczułam, jak bierze mnie na ręce. Kolejny raz zwróciłam uwagę na jego zwinne ruchy. Postawił mnie na ziemi kilka metrów dalej, nawet nie poczułam, żeby coś przeskakiwał. Powoli zdjął mi chustę. Nie mogłam uwierzyć w to gdzie się znajdujemy. Do teraz nie mam pojęcia, jak on to zorganizował. Wszystko to graniczyło z cudem…


"Myślałem o nocy i niebezpiecznych podstępach
Ludzie grają w oczach niewinnych
Ja mogę łamać dużo serc
z dymem i lustrami, znikać tuż przed nimi" ~Illusion

______________________________________________________________________________
 Witam wszystkich :) Wreszcie dodałam kolejny rozdział. Bardzo was przepraszam, że musicie tak długo czekać, ale aktualnie mam masę rzeczy na głowie. Zaczynając od tradycyjnych spraw (czytaj szkoła) po sprawy osobiste. 

Życzę wam wesołych świąt, wielu prezentów, spełnienia marzeń i wesołego jajka :* Spędźcie te święta najlepiej jak potraficie.

środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 9



   - Ok, to gdzie najpierw? – Zapytałam, siedząc na siedzeniu pasażera. Nie spodziewałam się, że Niall jest kierowcą. Takie trochę śmieszne, znów pomyślałam stereotypowo. No, bo gdzie miałam się dowiedzieć, że wampiry też mają prawo jazdy?
- Na początek pojedziemy w moją miejscówkę, hihih. I tu zbytnio nie ma nic do gadania. Mój samochód – mój wybór. Proste? Proste. Hihihih – Ja się pytam: Czemu, do cholery, chichot blondyna był tak przerażający?
- W twoją miejscówkę. Czyli gdzie?
- To moja słodka tajemnica! – Powiedział oburzony. Udawanie urażonego miał wyćwiczone do perfekcji. Przez moment przeszła mnie myśl, że może rzeczywiście się obraził, a z tego, co wiem zły kierowca to niebezpieczny kierowca. A może lepiej byłoby wysiąść? – Obawiam się, że nie masz dobrych myśli?
- No może tak troszkę. – Przyznałam szczerze.
- Ojć, i tak ci nie powiem, hihih. – Czy on znów zachichotał? - To będzie niespodzianka.

***

   Po prawie trzech kwadransach dotarliśmy na miejsce. Nie wiem, czego się spodziewałam. Możliwe, że jakiegoś opuszczonego psychiatryka czy coś w ten deseń. Amy! Przestań! Zrozumiałabyś wreszcie, że to wszystko nie jest jak w filmach. No w każdym razie spodziewałam się czegoś… innego. Nigdy nie wpadłabym na to, że blondasek zabierze nas nad morze.
   Zauważyłam, że nie tylko mnie to zdziwiło. Louis wpatrywał się w blondyna z otwartymi ustami. To się nazywa, że komuś opadła szczęka z wrażenia. Liam natomiast obracał się w kółko obserwując wszystko dokładnie. Na pierwszy rzut oka widziałam, że nie potrafi się powstrzymać, aby się nie uśmiechnąć. Zdecydowanie za dużo wysiłku by go to kosztowało.
   - I co? Zaskoczeni widzę, hihih. Myśleliście, że będzie coś dużo bardziej szalonego, a to takie zwykłe miejsca potrafią naprawdę zadziwić, hihih.
   Nikt nie miał odwagi, żeby się odezwać. Zastanawiałam się, czy to, dlatego, że nie chcieliśmy zniszczyć tej magicznej atmosfery, która tu panowała, czy może, najzwyczajniej w świecie, zabrakło nam słów? Tak czy siak, bez żadnych protestów ruszyliśmy za Niallerem, prowadzącym nas w stronę wielkiej skalnej ściany.
   Był to zwykły krajobraz w tych okolicach. Praktycznie wszędzie na tym wybrzeżu można było zobaczyć dwie rzeczy. Tłumy ludzi zebranych na pięknych hiszpańskich plażach oraz ogromne skały. Nagie skały, które dodawały jeszcze więcej uroku tym okolicom.
   Okrążyliśmy jeden z odłamów urwiska i przeszliśmy przez wąską szczelinę między kamieniami. Dostępu do tego miejsca strzegły krzaki i wysokie trawy, skutecznie zakrywając przejście. Po drugiej stronę szczeliny znajdowała się mała zatoczka. Całe nabrzeże pokrywał prawie śnieżnobiały piasek. Na środku wychodziła w wodę nie za duża kładka, w całości zbudowana ze starych już desek. Gołym okiem było widać, że obecność soli i wilgoci nie sprzyja takim materiałom. Mimo wszystko kładka trzymała się bardzo dobrze.
   Cisza, jaka tu panowała sprawiała, że ten ukryty przed złem świata fragment przyrody, był bardzo tajemniczy, dziki. Czułam, że nie powinnam tego zagłuszać. To wszystko zdawało się być takie intymne. Bezwstydnie ukazywały się nam najbardziej skryte części tego miejsca.
   Poczułam na swojej ręce czyjś czuły dotyk. Z trudem oderwałam wzrok od tego przepięknego widoku i zwróciłam go w stronę osoby obok mnie. Był to Louis, to chyba żaden szok, co? Uśmiechnął się do mnie promiennie, w odpowiedzi obdarzyłam go najcudowniejszym uśmiechem, na jaki było mnie stać. To dodało mu odwagi, ponieważ już po kilku sekundach trwałam w jego niedźwiedzim uścisku. Gdy wreszcie się od siebie odkleiliśmy, nie żeby mi to przeszkadzało, chłopak wziął moją dłoń i ukrył ją w swojej. Kciukiem pieścił mój nadgarstek okrężnymi ruchami. Spojrzałam na nasze splecione palce i przyglądałam się im dobre kilka minut. Przerwał mi Niall.
   - To tutaj stałem się wampirem. To tu pocałowałem swoją pierwszą miłość. To tu przychodzę za każdym razem, kiedy muszę uciec przed ludźmi. To się wydaje takie śmieszne, heh. – Zaśmiał się, patrząc nieprzytomnym wzrokiem daleko w ocean. – W dzieciństwie bałem się potworów. Tych spod łóżka, tych z szafy… Teraz dostrzegłem prawdziwe oblicze zła. To nie potworów z wyobraźni powinniśmy się bać, to ludzie są istotami z piekieł. – Gwałtownie nabrał powietrze, tak jakby się wybudził z transu. – I jak wam się podoba? Ja uwielbiam to miejsce. Zdradzę wam, że nie widziałem tu nikogo od dobrych dwudziestu lat. Innymi słowy teraz to jest już tylko nasza miejscówka. Nasza tajemnicza kraina, o której wiemy tylko my.
- No no, to ja to biorę na klatę. To nie może wyjść na światło dzienne. Tu jest zbyt pięknie, żeby zdeptać rośliny czy zaśmiecając tą mini plaże, oddając to do użytku turystom. – Stwierdził, jako pierwszy, Liam.
- Ja też się na to piszę. – Dopowiedział Lou. – Całkowicie się z tobą zgadzam, stary. A ty, Amy?
- Co? Co? Ach tak, ja też nie chcę tego zniszczyć. Nikt więcej się o tym miejscu ode mnie nie dowie. – Powiedziałam prosto z mostu. Zamyśliłam się nad słowami Nialla. To ludzi powinniśmy się bać. Zdecydowanie miał rację. Tylko, dlaczego to powiedział? Myślę, że otwierał się dopiero przed nami. Zastanawiam się, co się zdarzyło, że chłopak mówił to tak smutno. W jego głosie wyraźnie usłyszałam nutę złości zmieszaną z czystym cierpieniem. To silnie wybuchowa mieszanka. Nie wybucha od razu. Ukrywa się gdzieś w naszym sercu. Każde następne wydarzenie, choć podobne do poprzednich, a jednak inne, zwiększa jej ilość aż w końcu wybucha. Wybucha, niszcząc wszystko.
   Bez słowa więcej odsunęłam się od nastolatka i ruszyłam powoli w kierunku wampira. Po prostu się do niego przytuliłam. Chciałam mu okazać swoje oddanie. Musiał wiedzieć, że co się nie wydarzy, może na mnie liczyć. Nie zostawię go samego z tym wszystkim. Kiedy moja skóra zetknęła się z jego zimnym ciałem, przeszedł go dreszcz. Mięśnie się napięły, lecz oddał uścisk. Objął mnie w talii i wtulił twarz w moją szyję. Z kącika oka spłynęła mu pojedyncza łza. Od razu się ode mnie odsunął. Szybkim ruchem otarł policzek. Bezgłośnie powiedział mi, że dziękuję. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa, więc jedynie pokazałam białe ząbki w szerokim, przyjacielskim uśmiechu. Wróciłam do bruneta, napotykając przy tym spojrzenie, szczerzącego się Liama.
   - No to teraz moja kolej, żeby przejąć pałeczkę przewodnika. – Oznajmił brunet, a Louis znów chwycił mnie za dłoń.
   To Niall, jako pierwszy odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia. Chłopcy poszli za nim, natomiast ja, nie puszczając ręki chłopaka, rzuciłam ostatnie spojrzenie na to magiczne miejsce. Poczułam lekkie szarpnięcie, więc udałam się w kierunku samochodu.






"Uczucia, jak te mogłyby trwać wiecznie
Nie chcę spać, bo już teraz śnimy na jawie
Próbujemy się zachować, ale wiesz, że nigdy się nie nauczymy." ~A.M.

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 8

   Szliśmy powolnym krokiem, ramię w ramię. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nigdy bym nie pomyślała, że oczaruje mnie tak szybko jakikolwiek chłopak, a już na pewno nie chłopak z innego świata. Nie mogę powiedzieć, że go kocham, bo to za szybko, ale bardzo go polubiłam. No dobra zauroczył mnie. Kiedy znaleźliśmy się już pod moim domem, Louis mnie mocno przytulił. Od razu skojarzyło mi się to z małymi dziećmi, które przytulają się z całych sił. Ale ten chłopak nadal był takim dużym dzieciakiem. Pożegnaliśmy się, a następnie weszłam do domu najciszej jak potrafiłam.
   Na moje szczęście wszyscy już spali. Nikogo nie obudziłam, więc mogłam mieć tylko nadzieję, że nie zauważyli nic podejrzanego. Założyłam swoją piżamę, składającą się z dresów i za dużej koszulki z nadrukiem. Wykąpałam się szybko i wskoczyłam do swojego miękkiego i cieplutkiego łóżka. Zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam.

***
   Blada dłoń wyciągnięta w moją stronę… Szeroki uśmiech krwistoczerwonych ust, ukazujący ostre kły… Długie czarne włosy opadające kaskadami… Duże szare oczy, przeszywające na wskroś…
   - Hej, to ty jesteś Amy, tak? – Nie potrafiłam wyczuć, jakie ma zamiary dziewczyna.
   - A kto pyta?
   - Oh, co ze mnie za człowiek… Nie przedstawiłam się. Jestem Roxy. Bardzo chciałam cię poznać. Niall to mój znajomy z klanu. Powiedział mi o tobie i poczułam, że muszę się z tobą skontaktować. – Rozgadała się ciemnowłosa.
   - Ok. Ok, ale może przejdź do setna. – Zaczęłam się niecierpliwić.
   - Już, już. W sumie to nic takiego. Po prostu chciałam zapytać czy może miałabyś ochotę się ze mną spotkać i zaprzyjaźnić się. Już, gdy wkradałam się do twoich snów doznałam twojej dobroci. A po za tym pragnę być przy tym, jak następczyni tronu wraca do swojej krainy. Tylko sobie nie pomyśl, że jestem jakaś chciwa czy coś, po prostu tutaj wśród wampirów nie ma dużo dziewczyn serdecznych, czy chociażby zwyczajnie miłych. To chyba jedyny sprawdzony stereotyp o nas. W sumie jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę. A o czym ja to… A tak! No, więc, z racji, że nie ma tu żadnych… hmmm… przyjacielskich dziewczyn, pomyślałam, że może ty mogłabyś zostać moją przyjaciółką. Taką prawdziwą. Taką, z którą będziesz mogła się dzielić szczęściem i smutkami jak wrócisz do naszego świata. – Cieszy mnie fakt, że dziewczyna jest szczera, choć jej bezpośredniość też potrafi przerazić. - Ooou, jakie to cudowne niczym zaginiona księżniczka, która powraca do swojego królestwa. Do swojej bajki… - Powiedziała i zatonęła w swoich marzeniach. Przyznam, że dziewczyna od razu trafiła w dziesiątkę. Zainteresowała mnie swoją osobą i zaciekawiła swoim charakterem. Ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się ją poznać. A ja już na pewno tego chciałam. – Ej, a może poprosimy chłopaków i się tam wybierzemy, co? Tylko nie teraz! –Krzyknęła. – Przecież musimy Ci wszystko wyjaśnić, opowiedzieć wszystko, wybrać jakieś śliczne ubrania, uczesać się… O tak! Zdecydowanie mamy przed sobą jeszcze dużo do zrobienia. Ale warto. Do kogo ja mówię?! Ty jesteś księżniczką. Moją panią… Jak mam do Ciebie mówić…? Wasza wysokość….?
    - Hahah… schlebiasz mi, naprawdę, ale nie musisz się tym martwić nie różnimy się zbytnio wiekowo, a ja nie uważam się za kogoś wyższej rangi. Jestem zwykłą dziewczyną.
    - Oj kochaniutka… zdziwię cię. Jestem od ciebie starsza o jakieś 200 lat? No chyba jakoś tak. Kto by to liczył? Hihihih… Pewnie już zauważyłaś, że nie owijam w bawełnę. Jasno wyrażam swoje zamiary i mówię, co myślę. A to wszystko, dlatego że mając tyle lat za sobą, nauczyłam się, że tylko tak można przetrwać. No, przecież szczerość to nie chamstwo. – Więcej nie potrafiłam zrozumieć. Jej słowa się zlewały i powstawał nic nieznaczący bełkot. Jej twarz zaczęła się rozmywać, a krucha oraz zdecydowanie za koścista sylwetka zlała się z ciemnym tłem nocy. Z całego tego wręcz czarnego obrazu odbijała się jedynie jej chorobliwie jasna cera. Lecz z czasem i ona zaczęła znikać. Wiedziałam, że już ranek. Powoli się budziłam.
   Otworzyłam oczy. Ledwo wyczołgałam się spod koca. Miałam wrażenie, że boli mnie chyba każda część mojego drobnego i potłuczonego, po wczorajszym wieczorze, ciała. Czułam się jakbym zasnęła i spędziła całą noc, śpiąc na drewnianych kołkach. Podeszłam do swojej lekko zakurzonej toaletki. W odbiciu lustrzanym zobaczyłam dziewczynę z worami pod oczami i szopą włosów nie do ogarnięcia. Czy to nadal byłam ja? Zastawiałam się czy to możliwe, żebym przyjęła czyjąś postać, weszła w skórę obcej osoby i żyła jej życiem – normalnym życiem.
   Udałam się w kierunku szafy, kiedy zauważyłam zwinięty kawałek papieru, leżący w rogu pokoju. Podeszłam po niego i powoli rozwinęłam, zwracając uwagę, na to by nie podrzeć tego, co jest tam zawarte.
   „ Hej kochana. Mam nadzieję, że się wyspałaś. Razem, z Liamem i Niallem, zamierzamy zabrać Cię dzisiaj w pewną podróż. Nie będzie to jakaś długa wycieczka, po prostu chcemy Ci pokazać nasze ulubione miejsca w okolicy. Przy okazji będziemy mogli porozmawiać na temat, który z pewnością Cię zaciekawi.
xoxo
Twój Louis

P.S. W telefonie masz mój numer, wiem, że Ci się przyda. L.T. „
   Po przeczytaniu wiadomości uśmiech sam wkradł mi się na usta. A w myślach wciąż powtarzały mi się dwa słowa. Twój Louis… Czy to możliwe, że on czuje do mnie to samo? Nie. Na pewno mi się zdaje, w końcu on jest chłopakiem, który wprost mówi to, co czuje.
   Chyba jeszcze nigdy nie wyszarpałam tylu włosów rozczesując je. Następnym razem będę musiała lepiej zaopiekować się swoją fryzurą. No o ile będzie ‘następny raz’. Na szczotce zostało kilka kołtunów i to dużych. Zdecydowanie muszę dziś ją wyczyścić.
   Gdy miałam się już do tego zabierać, telefon, leżący na stoliku nocnym obok łóżka, zawibrował, oznajmując, że dostałam nową wiadomość. Podeszłam do urządzenia sprawdziłam, kto napisał. Było to od kogoś, kogo miałam zapisanego, jako ‘mój’. Nie musiałam długo się zastanawiać, kto to. To przecież wiadome – Louis. Napisał, aby dowiedzieć się, czy zgadzam się na wyjście z nimi. Odpowiedziałam mu jedynie, że nie mam nic ciekawszego do zrobienia, więc jest to dużo lepszą alternatywą niż siedzenie i odkładanie tłuszczyku. Nie czekałam długo na jego reakcję. Miał bardzo pogodny nastrój, bo zaczął się nabijać, że kochanego ciałka nigdy za wiele i że może odwoła spotkanie z chłopakami. Po chwili doszliśmy do porozumienia i o godzinie szesnastej, mieli się zjawić pod moim domem. Przecież, nie wypada, by dama zaprzątała sobie myśli miejscem spotkania, ma na głowie ważniejsze sprawy. Takie jak na przykład przygotowanie się do wyjścia.
   Zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie coś do zjedzenia, Oczywiście młody zostawił po swoim śniadaniu ogromny bałagan. W zlewie stała wieża, ułożona z brudnych naczyń, na stole leżały przewrócone płatki śniadaniowe, a obok znajdowała się butelka z mlekiem. Postanowiłam, że nie będę robić jeszcze większego bałaganu, więc podeszłam do szafki kuchennej i wyjęłam z niej miskę i łyżkę dla siebie. No. Dobra, przyznaję się. Nie tylko, dlatego, że nie chcę tego później sprzątać, ale także, dlatego, że, widząc to wszystko, nabrałam ochotę na takie jedzonka z rana. Nalałam sobie mleka, wrzuciłam płatki do miśki. Zajadałam aż mi się uszy częstym jakby to powiedziała moja mama. Zawsze lubiła takie powiedzonka. Ja nie miałam innego wyjścia i musiałam je wysłuchiwać. W końcu sama również zaczęłam ich używać.
   Po posiłku posprzątałam wszystko i ruszyłam do swojego pokoju. Kilka następnych godzin spędziłam n czytaniu książki. Kiedy zegar wybijał już czternastą trzydzieści, ledwo powstrzymałam się, by nie krzyknąć. Zostało jeszcze tylko półtorej godziny, a ja nie wiem nawet, w co się ubrać. Przeszukałam całą szafę. Wybrałam zwyczajny zestaw, składający się z czerwonych trampek, czarnych rurek i białego T-shirtu w poziome, cieniutkie paseczki w różnych kolorach. Zrobiłam lekki makijaż. Pociągnęłam rzęsy tuszem a na usta nałożyłam bezbarwny błyszczyk. Włosy spięłam w wysoki ogon. Kilka pasemek wysunęło mi się spod gumki okalając teraz moją twarz. W momencie, gdy skończyłam poprawiać i układać niesforną grzywkę, usłyszałam dzwonek do drzwi.

   Zbiegłam do holu, prawie nie spadając nie schodów. Otwarłam drzwi i ujrzałam trzy pary oczu, które mnie obserwowały oraz trzy szerokie i szczerze uśmiechy. Już wiedziałam, że będzie to udany dzień.


"Nie ma innego miejsca, gdzie chciałbym być
Niż to tutaj z tobą dziś
Gdybyśmy leżeli na ziemi, objąłbym Cię
I moglibyśmy zostać tu dziś w nocy
Bo jest tyle rzeczy jakie chcę Ci powiedzieć
Chcę powiedzieć..." ~Stole my heart