niedziela, 16 listopada 2014

Trochę imagifów na dobry wieczór ;)

Po pierwsze chciałabym was bardzo przeprosić za długą przerwę, ale ten 2 tygodnie mam zapełnione konkursami przez co nie mam czasu na pisanie. Nie martwcie się, postaram wam się to wynagrodzić. A na razie mam nadzieję, że spodobają wam się imagify.

***

Harry: Kochanie, bo wiesz jest jedna rzecz, którą chciałbym w Tobie zmienić...
Ty: Ok, jaka?
Harry: To jak masz na nazwisko!


***

Ty: Jesteś zajęty?
Liam: Tak...
Ty: A to nie przeszkadzam.
Liam: Ty mi pomagasz!
Ty: A mogę wiedzieć co robisz?
Liam: Myślę o Tobie.


***

*trwa trasa koncertowa, rozmawiasz na skype z Niallem*
Niall: Kotku, ale ja już nie wytrzymuję!
Ty: Czego?
Niall: Tej tęsknoty za Tobą...









***

Louis: Kocham Cie!
Ty: Ale...
Louis: Wiem masz chłopaka, ale to nie zmieni tego co czuję!


***
Zayn: Zostałem złodziejem.
Ty: Zwariowałeś?!
Zayn: Mam zamiar porwać Cię i ukryć przed całym światem.



***

Ty: Słowo "miłość" ma wiele znaczeń.
Liam: Dla mnie ma tylko jedno, Twoje imię.


-------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytacie to, to proszę zostawcie po sobie jakiś ślad. :*

wtorek, 28 października 2014

Rozdział 2

Zamknęłam oczy, myśląc, że to jakiś głupi dowcip. Muszę, jednak przyznać, że byłam przerażona. Spodziewałam się wszystkiego... a przynajmniej tak myślałam. Po kilku sekundach się uspokoiłam i powoli otwarłam oczy. Szok, który poczułam jest nie do opisania. To co się wydarzyło, nie mogło się dziać naprawdę... Lucas spoglądał na mnie lekko zażenowany. Jego policzki oblał rumieniec.Tylko, że teraz jego piękne niebieskie oczy, zmieniły na odcień błękitu nieba, biły z nich jasność i dobroć. Źrenice były nieskazitelnie czyste, nienaruszone przez najmniejszy grzech. Na szarych dżinsach pokrytych wielką ilością dziur znajdował się pas z dwoma nożami, a raczej ze sztyletem i miniaturą prawdziwego miecza! Ostrze każdego z nich połyskiwało w świetle dnia. Mieniło się kolorami tęczy. Z pleców wyrosła mu para ogromnych, silnych skrzydeł. Całą ich powierzchnię pokrywały pióra. Jednak żadne nie przypominało tych, które posiadają ptaki. Były ostro zakończone, niczym zaostrzone końcówki strzał. Gdyby była taka konieczność, pewnie z łatwością można by ich użyć jako broni. Po mimo swojej wielkości skrzydła idealnie przypasowały się do wysokości postaci, nie przytłaczały jego osoby. Umięśniona klatka piersiowa pokryta jest zbroją z czystego złota. Przez sam środek ciągnęła się pionowa kreska koloru nieba. Co kawałek znajdował się biały puch, który prawdopodobnie był chmurami. Cała długość się poruszała, tak jak na niebie wędrują pasma białych owieczek. Na barkach można było zobaczyć dwie płaskorzeźby przedstawiające słońce. Blond czupryna rozwiana lekkim letnim wiatrem. Postać owijały promienie światła. A może tylko mi się wydaje?
- Co... co się dzieje? -wyjąkałam zmieszana.
Przechodząca obok staruszka spojrzała na mnie jak na wariatkę, a następnie w miejsce, gdzie stał Lucas.
- Przepraszam panienko... Z kim Ty rozmawiasz?
- Ja... z nikim. Mówiłam do siebie. - kłamstwo nigdy nie przychodziło mi tak łatwo. - Powtarzałam sobie tylko lekcje.
- Jaka z ciebie pilna uczennica. - powiedziała uśmiechnięta i odeszła. Powiodła wzrokiem za starszą panią. W momencie, gdy kobieta znikła mi z pola widzenia, zwróciłam się do przyjaciela.
- Po pierwsze: możesz mi powiedzieć w kogo? w co? ty się zamieniłeś?! Po drugie: Dlaczego ONA cię nie widziała?!
- W sumie to mam ci dużo do wytłumaczenia, więc może jutro się spotkamy i w spokoju porozmawiamy, bo teraz i tak nic nie zrozumiesz, dobrze?
- Luki, o co tu chodzi? Ty wiesz coś więcej! Wiesz coś o mojej mamie, prawda?!
- Przepraszam Izzy (to moja ksywka). Nie mogę ci teraz wszystkiego powiedzieć. - zrobił krótką przerwę, głośno wzdychając. - A ta pani mnie nie widziała, bo tylko moja podopieczna ma prawo widzieć mnie w prawdziwej formie. Do tego tylko kiedy sam jej na to pozwolę.
- Czyli jesteś aniołem? A ja jestem jakąś twoją podopieczną? WTF?! - po chwili namysłu dodałam - Przecież ty masz parę lat więcej!
- Teoretycznie mam kilkaset lat więcej. I tak jestem twoim opiekunem. A co do anioła to blisko, ale jestem Guardianem.
- Miałeś rację nic nie rozumiem! - wykrzyknęłam.
Odwróciłam się na pięcie i sprintem ruszyłam w stronę domu. Spojrzałam jeszcze za siebie. On dalej tam stał spoglądając na mnie smutnym wzrokiem. Wiedziałam, że gdyby Lucas tylko chciał wzbiłby się w powietrze i mnie zatrzymał, ale tego nie zrobił. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, że nawet teraz potrafił uszanować moje uczucia i dać mi czas. Nogi same mi się plątały. Wbiegłam do domu, rzuciłam torbę na szafkę. Nie zastanawiając się nad tym co robię, poszłam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi, po czym runęłam na łóżko. Teraz to już całkiem mam mętlik w głowie. Jakim cudem to wszystko się dzieje?! To po prostu niemożliwe! Znam Lucasa od prawie sześciu lat, a jednak nic o nim nie wiem... Jak mogłam niczego nie zauważyć? Nagle mój świat wywrócił się o 360 stopni. Mam wrażenie, że zaraz zwariuję. Nieustający, pulsujący ból głowy, który towarzyszy mi coraz częściej, nie daje mi spokoju. Próbowałam to ogarnąć... tylko jak?! Blondyn znany mi jak nikt inny, nie jest tym, za kogo go miałam. Jest moim opiekunem, co znaczy, że musi o mnie dbać. Strzec mnie przed złem. Złem, którym jest... No właśnie! Co jest tym złem? Sama potrafię o siebie zadbać. To musi być coś strasznego. Okazało się, iż mogło by się wydawać, że minęła chwila, kilkanaście minut, to w rzeczywistości mijały godziny. W końcu biegnący szybko czas, dał się w znaki. Powieki mimowolnie zaczęły opadać. Obraz zaczynał mi się rozmazywać. Nigdy bym nie pomyślała, że w ostatni dzień szkoły, bez zadań, bez nauki, mogłabym się, aż tak zmęczyć. Położyłam się wyczerpana, a już po chwili przymknęłam oczy i zasnęłam. Obudził mnie dźwięk upadającej książki. Usiadłam na brzegu miękkiego materaca. Podniosłam przedmiot, który musiałam przypadkiem potrącić. Serce zamarło mi w bezruchu, kiedy poczułam na swojej szyi czyjś ciepły oddech. Z trudnością łapałam powietrze...


"Nie istnieję bez niej
Słońce nie świeci
Świat się nie kręci, świetnie, świetnie

Ale wiem, wiem, wiem na pewno" /Steal my girl


czwartek, 2 października 2014

Rozdział 1

Różane usta ułożone w pięknym, dziecięcym uśmiechu. Zieleń oczu głębsza niż niejeden ocean spoglądająca z zaciekawieniem na każdy detal wokół. Śliczne rudoczerwone włosy splecione w dwa długie warkocze opadające luźno na plecy. Wianek upleciony ze stokrotek na głowie. Śnieżnobiała sukienka plącząca się między nogami małej osóbki. Bose stópki łagodnie kładzione na młodej trawie. Wszystko pod kontrolą czujnego oka matki. Równie pięknej i wesołej. Każdy ruch niczym taniec na scenie uwitej z wielobarwnych płatków kwiatów, delikatnej wieczornej rosy i świeżości niskiej trawy. Promienie zachodzącego słońca zastępujące reflektory. Radość uchwycona w jednym miejscu. Dwie kochające się istoty na łące pod lasem. Nagle wzrok rodzicielki padł między gałązki krzaków. Szybkim krokiem podeszła do córeczki. Wzięła ją na ręce i już miała odchodzić, gdy spomiędzy drzew wyłonił się mały chłopiec. Brązowe włosy opadały mu na twarz, a niebieskie oczy nie wyrażały żadnych uczuć. Wpatrywał się w dal. Nie na osoby na łące tylko na to co za nimi. Pomarańczowe światło bijące od słońca było tłem dla ogromnego pęku kwiatka, który powoli rozchylał swe płatki, a spomiędzy nich wyszedł mały ludzik ze skrzydełkami odbijającymi każdy kolor. Chłopiec niczym spłoszony tym widokiem wydał przeraźliwy krzyk i uciekł. Kobieta z ulgą popatrzyła na małego stworka i zakryła dłońmi oczy dziecka... Wraz z opadającymi powiekami dziewczynki, świat spowijał mrok. Po chwili ciemności, między długimi rzęsami przebiły się mocne promienie wschodzącego dnia. Zdezorientowana Amy rozejrzała się po swoim pokoju. Jej uwagę przykuł naszyjnik, który zostawiła na biurku, a który teraz leżał obok łóżka. Kryształ powracał do swojego koloru. Jeszcze kilka sekund temu biła od niego jasność o kolorze nieba podczas zachodu. Kawałek dalej znajdowała się kartka, a na niej krótka wiadomość. "Już mnie kiedyś spotkałaś, pamiętasz?" Charakter pisma nie należał do żadnego z domowników. W umyśle dziewczyny pojawiło się tylko jedno pytanie... Kto był w jej pokoju?! Szybkim ruchem schowała kartkę do szuflady i wyszła.
***
 - Co? Znowu?! - krzyknęła zirytowana Natalie.
- Co znowu...? Co się dzieje? - wtrącił się Lucas. Po prostu super... Ostatni dzień szkoły, ostatnia przerwa ... No, a tu co?! Powrót do moich snów. Jakby to był jedyny temat rozmów ma jaki nas stać przed wakacjami.
- Znów miałam sen z mamą. I znów nic mi to nie wyjaśnia. No i znów nie odezwała się ani słowem. Dziewczyny było jeszcze jakieś "znów"?! - wyjaśniłam już mocno zirytowana
- Tak było! Jeszcze... znów na nas krzyczysz. Tak jakby to było z naszej winy.
- Dobra, dobra... Dziewczyny, spokój! Amy ma przecież prawo być nie w humorze. Nie uważacie? - Jej... Jak zwykle tylko Luki mnie rozumie.
- Okej. Ja przepraszam. I mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza, że dziś was nie odprowadzę.
- Spoko. Twój wybór... - odburknęła Michaile'a.
Czasem mam wrażenie, że ona nie wie o tym, że zauważamy, kiedy się wścieka. Na szczęście uratował mnie dzwonek. Chyba pierwszy raz cieszy mnie fakt o spędzeniu godziny na słuchaniu mitów i jakie to cudowne były w którymś tam roku. Co prawda, pani Knight jest fajną nauczycielką, no ale nie zmieni ona mojej postawy do jakże ciekawego przedmiotu, jakim jest historia. No okej, skupiam się. Uwaga... Lekcja, temat. Na tym moja ciekawość się kończy. Zamiast notatki miejsce w zeszycie zajmują rysunki, które powstają z nudów. Nic tak nie zachęca do rysowania jak nudna lekcja!
- Amy... pani się pyta, kiedy była wojna pod Maratonem... - szept Tiny przerwał powstawanie nowego arcydzieła.
- No... ja... hmmm... bitwa pod Maratonem była... - w ostatnim momencie, ktoś zapukał do drzwi. Do sali wszedł Patrick, kolega Lucasa. Przyniósł jakieś papiery od ich wychowawczyni, żeby pani Knight je wypełniła. Podał je nauczycielce i odszedł. Po drodze podszedł do naszej ławki. Podał mi kartkę wyrwaną z jakiegoś zeszytu i dość mocno pogniecioną. Spojrzałyśmy na niego , a on tylko wskazał na mnie i wyszedł z klasy. Rozwinęłam liścik i przeczytałam:
"Mam zamiar odprowadzić Cię pod sam dom. Musimy poważnie pogadać. Mam jeszcze coś do załatwienia, więc poczekaj na mnie przed wejściem. Wiem, że nie muszę Cię o to prosić ;*"
Od razu zorientowałam się, że to Lucas. Tylko on wpada na pomysły z karteczką. Przecież Patrick mógł mi to powiedzieć. Eh, ten mój kochany idiota. Ciekawe tylko co jest takiego ważnego do obgadania. Dużo czasu do myślenia nie mam. Za 10 minut ostatni dzwonek w tym roku szkolnym, a potem już tylko same przyjemności. No prawie same.
    Nareszcie wakacje! Dziewczyny zniknęły mi z oczu zaraz po lekcji. Może są jeszcze złe. Trudno. Jutro się kupi czekoladki i zapomną o całej sprawie. Z zamyślenia wytrącił mnie Lucas, który właśnie wyskoczył mi zza pleców.
- No siemka. Po pierwsze... CHCESZ ŻEBYM ZAWAŁU DOSTAŁA?! A po drugie, co cię tak długo nie było?
- Hahahaha! Nieważne. Dowiesz się jutro na rozdaniu świadectw.
- Przeraża mnie ten twój szyderczy śmiech. To jak, idziemy?
Prawie całą drogę rozmawialiśmy co zrobimy w wakacje, a na sam koniec pozostał nam ten poważny temat. Po kilkunastu minutach śmiechu nie umiałam uwierzyć, że ktoś może być aż tak spokojnym. Kilka kosmyków jego złotych włosów, które teraz jakby biły własnym światłem, opadły mu na spocone od stresu czoło. Żeby go trochę uspokoić podeszłam bliżej i odgarnęłam mu grzywkę. Zawsze mój dotyk sprawiał, że Luki się rozluźniał. Zaskoczył mnie, gdy jednym ruchem ręki chwycił moją dłoń, po czym się skrzywił.
- Amy... Ja... ja muszę Ci pokazać pewne miejsce...
-Hmmm... nie rozumiem, przecież nie musisz mi tego mówić, wystarczy, że mnie tam zabierzesz. Przecież wiesz.
- Tylko, że to nie jest takie łatwe. Ty musisz chcieć tam być. No i musisz dowiedzieć się całej prawdy.
- Przepraszam, ale naprawdę nie wiem, o co ci chodzi.
- Zamknij oczy - nakazał. - Ale tylko na chwilę. Jeszcze jedno... obiecaj mi, że to nic nie zmieni.
- No dobrze już zamykam.
- Obiecaj! - powiedział mocniej
- No okej obiecuje...
Zamknęłam oczy, myśląc, że to jakiś głupi dowcip. Muszę jednak przyznać, iż byłam przerażona. Spodziewałam się wszystkiego... a przynajmniej tak myślałam. Po kilku sekundach się uspokoiłam i powoli otwarłam oczy. Szok, który poczułam jest nie do opisania. To co się wydarzyło, nie mogła się naprawdę dziać!
 
"Staram się, być w porządku
Staram się, jakoś trzymać,
Ale gdy widzę ciebie z nim,
Po prostu nie czuję się dobrze." /Heart attack
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak późno, ale naprawdę mam dużo pracy xD mam nadzieję, że chociaż trochę się wam podoba. ;*
 


sobota, 13 września 2014

PROLOG

Dzień jak zwykle… Szkoła… Spotkanie z przyjaciółmi… z NIM… chwila porywu… ucieczki w świat marzeń… i znów powrót do rzeczywistości… Teraz leżę na łóżku i rozmyślam. W uszach mam słuchawki, słucham moich ulubionych piosenek. Zastanawiam się nad tym, co się dzieje, nad przyszłością, nad przeszłością, nad swoimi uczuciami, nad sobą! Nazywam się Amy Neither. Mieszkam w małej wiosce pod Barceloną, ale pochodzę z Polski. Moja mama zmarła parę lat temu w wypadku samochodowym. Policja nie znalazła przyczyny. Podejrzewano nawet samobójstwo, ale ja wiem, że to nie mogło być to. Mama mnie kochała, nie opuściłaby mnie! Po tym zdarzeniu zamknęłam się w sobie. Musiałam wyjechać do Hiszpanii, bo tutaj mieszkał mój ojciec ze swoją nową żoną, czyli moją macochą, i moim przybranym bratem – Filiphem. Kiedy się przeprowadzałam miałam zaledwie dziesięć lat. Po pięciu latach jakoś sobie radzę, a za dwa miesiące są moje szesnaste urodziny. Wierzę, że wtedy stanie się coś niesamowitego. To właśnie w swoje szesnaste urodziny mama poznała tatę. Biorę ten fakt za coś w rodzaju przepowiedni. Pierwsze dni w nowej szkole były okropne. Odtrącałam każdego, kto podszedł. W końcu udało mi się otrząsnąć i zdobyłam garstkę przyjaciół. Mam trójkę prawdziwych przyjaciółek, a raczej sióstr, Natalie, Michaile, Tina, no i mam Lucasa. W sumie to on sprawił, że znów zaczęłam się śmiać. Nadał mojemu życiu nowy sens. Jest ideałem każdej dziewczyny. Z wyglądu porównuje go do aniołów. Ma blond włosy i oczy o kolorze nieba. Jest dobrze zbudowany. Ubiera się na sportowo. Często nosi jeansy i bluzy, ale można Go też zobaczyć w koszulach. Potrafi zrozumieć wszystko bez zbędnych słów, tak jakby czytał w myślach. Zawsze, kiedy mam zły humor, on wpada do mnie. Łączy nas niesamowita więź. Dla mnie jest kimś więcej niż przyjacielem czy bratem. W moim życiu zawsze się dużo działo, ale moja historia rozpoczęła się niedawno. Byłam na wycieczce klasowej w górach… To były najgorsze dni mojego życia. Nasza zgraja zgubiła się w lesie. Przez dwie godziny błąkaliśmy się między drzewami. Nie wiedzieliśmy, co robić. Postanowiliśmy, że chwilę odpoczniemy. Usiedliśmy pod dużą rozłożystą wierzbą. Przed nami widniało jeziorko, a wokół rosło wiele gatunków zarośli. Zastanawialiśmy się, co dalej robić. Nagle coś usłyszeliśmy. Nastała grobowa cisza. Mogłam spokojnie policzyć każdy szelest, każdy oddech. Coś nas napadło. Od tego czasu czuję, jakbym spotkała kogoś, a raczej coś, co zna mnie od dawna, ale dopiero wtedy mnie odnalazło. Z krzaków wyskoczyła postać podobna do psa. Ogromne zwierzę z kłami ostrymi jak noże i dużymi, niebieskimi oczami, które prześwietliły mnie na wylot. Byliśmy przerażeni! Spojrzało na mnie i znikło. Znikło, lecz tylko pozornie. Mam wrażenie, że ono mnie obserwuje, nie odstępuje na krok. Widzę TO każdej nocy. Pojawia się w moich snach, wyciąga mnie z łóżka, każe iść na dwór. Chce się spotkać. Nie wiem, czemu, ale wydaje mi się, że to nie jest zwykłe zwierzę. Jest w tym coś magicznego, mrocznego. Tak jakby był z innego świata. Świata, który znam. Coś w rodzaju świata magii, snów. Wiem, że to wydaje się dziwne, ale już kiedyś tam byłam, a przynajmniej tak mi się zdaje. Chodzi, o to, że w czasie snów kontaktują się ze mną różne osoby oraz zwierzęta i przekazują mi informacje na temat przyszłości. Pierwszy raz przemówiła do mnie mała dziewczynka, powiedziała, że znajdę szczęście w uśmiechu. Myślałam o tym bardzo często. Zorientowałam się, o co chodzi dopiero, kiedy poznałam Lucasa i zobaczyłam jego śnieżnobiały uśmiech. Zrozumiałam, że wiadomości nie są takie proste i muszę je zrozumieć. Raz ukazała się mama, ubrana w fioletową suknię i z wiankiem we włosach. Wyglądała, jak jakaś księżniczka. Miała na twarzy wypisane Jej całe szczęście. Te uczucie i kwitnąca uroda mnie dziwnie uspokoiła. Chyba pierwszy raz od Jej śmierci poczułam się tak jakby była obok mnie. To Ona wskazała mi ten świat. Niby spałam, lecz wierzę, że to była prawda, że sprawdzi się to tak samo jak inne wiadomości. Chwyciła mnie za rękę i pokazała okolice. Na koniec podarowała mi naszyjnik. Był prześliczny! Miał złoty łańcuszek, a zawieszka była w kształcie serca, na środku był duży niebieski kryształ. Mama powiedziała, że dzięki temu mogę się z nią skontaktować. Podarunek mocno chwyciłam do ręki. Próbowałam się pożegnać, ale Jej już nie było. Obudziłam się z nadzieją, że znów Ją spotkam. Niestety to był jedyny raz do tej pory, gdy ją widziałam w snach. Jak głupia myślałam, że może znajdę gdzieś jakiś znak od Niej, ale jak zwykle się myliłam. Kilka dni później ojciec przyniósł mi paczkę. Zdziwiłam się, ponieważ niczego nie zamawiałam. Otworzyłam pudełko i wyjęłam przedmiot. Nie umiałam w to uwierzyć. W paczce znajdował się naszyjnik. Ten sam, który mama podarowała mi w śnie. Kamień świecił się niczym gwiazdka z nieba. Adresu nadawczego nie było. Szczerze nie zdziwiło mnie to. Jednak w miejscu gdzie powinien on być, napisane było imię i nazwisko... Louis Tomlinson… Nie znam Go, choć zdaje mi się, że gdzieś już słyszałam to nazwisko… A może tylko mi się wydaje…?

"Bo nikt nie zna cię, kochanie, tak jak ja
I nikt nie kocha cię, kochanie, tak jak ja
Minęło dużo czasu, minęło dużo czasu
Musimy być ognioodporni
Bo nikt nie ratuje mnie, kochanie, tak jak ty" /Fireproof
_______________________________________________________________
No to mamy prolog. Co myślicie? Jak się zapowiada? Liczę kotki na jakieś komentarze :) Kasiulka "Ruda"

poniedziałek, 1 września 2014

wróciłam

Dzisiaj weszłam tylko zobaczyć czy oś się tu działo i szczerze mnie zadziwiliście! :o Nie spodziewałam się, że ktoś to w ogóle pamięta a tu 54 wyświetlenia przez ostatni tydzień! Ja się pytam jak?! Więc mam taką propozycję... co wy na to, żeby dalej pisać opowiadania na tym blogu? Czytałby ktoś? Zawsze wasza Kasiulka :*

sobota, 9 marca 2013

Louis ♥ imagin

Imagin z Louisem :D

*oczami Louisa Tomlinsona*
-Zabije was. Po prostu was zabije - powiedziałem do chłopaków jadąc w aucie
-Co?! Ty powinieneś nam DZIĘKOWAĆ! - powiedział oburzony Harry
-Za co?! Za wakacje na jakimś obozie?
-Louis, w następne lato pojedzie ktoś inny. A po za tym, wiesz jaki fanki będą miały zaciesz kiedy się dowiedzą, że sam Louis Tomlinson będzie na tym samym obozie co on? - powiedział Harry
-Mhmm super, rozwrzeszczane fanki na każdym kroku. W ogóle to gdzie to jest?
-Nad jeziorem. Ale jest przy nim sztuczna plaża, więc prawie jak morze. Daj spokój, będziesz się świetnie bawił - próbował pocieszyć Niall
-Już to widzę... A wy co będziecie robić?
-Nic konkretnego. Pewnie urządzimy kilka imprez i... - mówił Niall. Harry walną go w ramię
-Zamknij się! Tak na prawdę... to nic nie będziemy robić - próbował skłamać Harry
Już to widzę. Oni siedzą i nic nie robią? Na pewno. Pewnie będzie ok. 50 imprez pod moją nie obecność... Gdzie tu jest sprawiedliwość?
*oczami [T.I] [T.N]*
-Mamooo muszę jechać na ten nudny obóz...? - spytałam
-Tak. Przecież wiesz że mamy remont. Musieliśmy się Ciebie jakoś pozbyć - uśmiechnęła się
-Ale obóz?! Już bym wolała pojechać do babci...
-Może w drugim miesiącu wakacji. Już dojeżdżamy.
-Ekstra...
Super. Po prostu wymarzone wakacje. Jakiś nudny obóz na którym poznam pewnie samych debili... już raz byłam na koloni, nie podobało mi się. Same zboczuchy i chorzy psychicznie ludzie.
-Dojechałyśmy - powiedziała mama - wysiadaj i bierz bagaże - zrobiłaś jak powiedziała.
-Dzień dobry. Nazwisko? - spytała pani z identyfikatorem na którym było napisane : OPIEKUN
-[T.I] [T.N]
-Super, [T.I] mam nadzieję że będziesz się dobrze bawić. Pani może już odjechać, pani córka będzie pod naszą stałą opieką.
-Dobrze. Do widzenia. Baw się dobrze! - powiedziała mama
-I tak nie będę ... - powiedziałam
-Dobra, chodź pokażę Ci Twój pokój.
-Ok... Z kim mieszkam?
-Będziesz miała przemiłą współlokatorkę! Ona też nie zna tu nikogo i jest na tym obozie pierwszy raz. Mam nadzieję, że będziecie się dogadywać. Na przeciwko waszego pokoju będzie mieszkał specjalny gość, więc macie szczęście! Kto to taki dowiecie się później. No to rozpakuj się, Twoja koleżanka z pokoju zaraz powinna dojechać
-Dziękuję... - weszłam do pokoju. Ułożyłam swoje ciuchy na półkach po mojej stronie pokoju. Kosmetyki położyłam do szafki w łazience, a zapas gorących kubków (na wypadek nie dobrego jedzenia) do kredensu w kuchni. Ktoś wszedł do pokoju
-Jest tu ktoś? - spytała miło wyglądająca dziewczyna
-Jestem - uśmiechnęłam się
-Ty musisz być [T.I], moja współlokatorka
-Tak, to ja. A Ty jesteś...
-Carly, bardzo mi miło
-Mi też. Skąd jesteś?
-Urodziłam się w Polsce, a teraz mieszkam w Danii. Moi rodzice urodzili się w Ameryce, stąd takie imię. A Ty?
-Ja urodziłam się w Anglii, ale gdy miałam 16 przeprowadziłam się do Polski. Stąd umiem Angielski
-Fajnie
Rozmowa się kleiła. Carly okazała się miłą dziewczyną. Kto wie, może ten obóz nie będzie taki zły...
*oczami Louisa*
-No dojechaliśmy! - powiedział optymistycznie Liam
-Ja też bym się cieszył, gdybym to nie ja musiał spędzić tu 2 tygodnie... - powiedziałem
-No, wyjmij swoje bagaże z bagażnika i postaraj się przejść tak, żeby fanki nie omdlały - zaśmiał się Zayn
-Bardzo śmieszne...
-To do zobaczenia za 14 dni - powiedział Harry
-Pa... - wyszedłem, wyjąłem bagaże i poszedłem w stronę ośrodka
-Oooooo pan Tomlinson! Jak się cieszę że wreszcie pan dojechał! - powiedziała do mnie pani opiekunka, co stwierdziłem po jej identyfikatorze
-Tak ja też się cieszę.... Który pokój to mój?
-Tak jak pan prosił. Ma pan pokój na 3 piętrze, na którym są zaledwie 2 pokoje. Jeden jest pański, a drugi zamieszkują 2 dziewczyny,niech się pan nie przejmuje, to nie są fanki
-Dziękuję za spełnienie moich próśb
-Ależ nie ma za co, to wielki zaszczyt. Baw się dobrze!
-I tak nie będę... - powiedziałem pod nosem i poszedłem do swojego pokoju
*oczami [T.I]*
-Ej opiekunka mówiła coś o jakimś "specjalnym gościu" który ma zamieszkać na przeciwko nas. Wiesz coś o tym? - spytałam Carly
-Taa mówiła coś o tym, ale nie mówiła kto to
-Pewnie nikt ważny. Bo co jakaś sława czy ktoś robiła by na nudnym obozie?
-W sumie racja... - usłyszałyśmy dźwięk otwierania drzwi - o to pewnie ten gość
-Idziemy zobaczyć?
-Niee, po co
-No niby tak. Prędzej czy później i tak zobaczymy

*pół godziny później*
Ktoś nagle wszedł do naszego pokoju. Podśpiewywał coś pod nosem. Przestraszył się gdy nas zobaczył
-Yyyy... hej.... - powiedział
-Cześć, co robisz w naszym pokoju? - spytała Carly
-W waszy... Oooo najmocniej przepraszam, pomyliłem pokoje, mieszkam na przeciwko
-A więc to Ty jesteś tym specjalnym gościem o którym nam mówili?
-No tak - odpowiedział
-Kojarzę Cię.... Ty jesteś Louis! Z One Direction, tak? - olśniło mnie
-Tak - uśmiechną się - miło mi
-Nam też. Co taka gwiazda robi na takim obozie? - dziwiłam się
-Rozmawia z ładnymi dziewczynami - powiedział, a ja i Carly zarumieniłyśmy się
-Uwaga obozowicze, za 10 minut zebranie w holu! - ktoś krzykną
-Ja idę, muszę jeszcze dokończyć wypakowywanie... to do zobaczenia
-Na razie - powiedziałyśmy - No, no, jak na razie zapowiada się miło, fajna współlokatorka, sąsiad też... Kto wie, może ten obóz nie będzie taki beznadziejny jak myślałam - uśmiechnęłam się do Carly i zaczęłyśmy się śmiać
Poszłyśmy na hol. Były tam poustawiane głośniki. Do mikrofonu zaczęła mówić opiekunka.
-Witajcie. Mam nadzieje że już się rozlokowaliście w pensjonacie, bo to w nim będziecie mieszkać przed kolejne 2 tygodnie. Na tym obozie są już osoby pełnoletnie więc to wy odpowiadacie za siebie. Ja jestem tylko do sytuacji kryzysowych. Mimo tego że macie skończone 18 to przed wyjściem nad jezioro, zgłaszacie to mi. Ja jestem w swoim pokoju, czyli piętro 1 pokój 12. Cisza nocna jest o 11, proszę się tego przestrzegać. Proszę kontynuować rozpakowywanie się, a kto chce pójść nad jezioro, zgłasza to mi. Dziękuję .
-Carly, co robimy? - spytałam
-Idziemy nad jezioro? - zasugerowała
-Możemy.
-Ok ja idę nas zgłosić, a Ty idź do pokoju i się przebież, przyjdę tam za parę minut
-Dobra - poszłam do pokoju. Przebrałam się w moje żółte bikini. Zaczęłam przeglądać się w lustrze. Wszedł Louis
-O matko znów pomyliłem pokoje. Wow, cudnie wyglądasz! - powiedział
-Dziękuję - uśmiechnęłam się. Nastała krępująca cisza. Louis nie mógł odlepić ode mnie swojego wzroku. - Tak w ogóle, to jestem [T.I], a moje współlokatorka to Carly.
-Oł tak, przepraszam, to może ja już pójdę
-Może pójdziesz z nami na plażę?
-Muszę dokończyć rozpakowywanie
-Spoko, pójdziemy kiedy indziej razem
-No jasne, to ja idę, na razie, miłej kąpieli
-Dzięki, papa - Louis wyszedł. Chwilę potem weszła Carly
-Znów tu był? -spytała
-Tak, znów pomylił pokoje
-O matko dziewczyno, bosko wyglądasz! Masz świetne ciało, a to bikini... O Matko. Jak ja będę wyglądać przy Tobie?!
-Zapewne świetnie - uśmiechnęłaś się. Naprawdę się polubiłyście. Wyszłyście. Na chwilę weszłyście do wody, a potem poszłyście się opalać
*oczami Louisa*
Wreszcie skończyłem. No to teraz przejdę się na plażę. - przebrałem się i wyszedłem. Zobaczyłem [T.I] i Carly.
-Przepraszam pożyczysz mi na chwilę wiadro? - spytałem dziewczyny
-Jasne bierz. A dasz mi autograf? - spytała
-Jasne - dałem autograf i pobiegłem do jeziora. Napełniłem wiadro wodą i wylałem je na dziewczyny
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA - zaczęły piszczeć, a ja się tylko śmiałem
-Louis!!! - krzyknęła Carly
-Na plaży się jest mokrym - powiedziałem
-Super, ale nasze koce do opalania też są
-Oj tam...
-Będzie kara zobaczysz - powiedziała [T.I]. Miała taki piękny głos...
-Już się boję dwóch dziewczyn z... skąd jesteście?
-Ja mieszkam w Polsce, a ona w Danii - powiedziała [T.I]
-Daleko od siebie. Ode mnie zresztą też.
-Niestety - powiedziała Carly. - Która godzina?
-2:30
-Chodźcie, trzeba się ogarnąć, bo za pół godziny obiad - powiedziała Carly
-Racja chodźmy - poszliśmy i rozeszliśmy się do swoich pokoi
*oczami [T.I]*
-Fajny ten Louis, no nie? - spytała Carly
-No może być... - odpowiedziałam
-Nie kłam. Podoba Ci się. Widzę to
-Co? Nie...
-No wcale! Możesz mi przecież powiedzieć
-No dobra, podoba...
-Widzisz! Mnie nie oszukasz - uśmiechnęła się - powiesz mu?
-Zwariowałaś?!
-No co, on też Cię lubi. Nie wierzę żeby tak często mylił pokoje.
-Może kocha Ciebie
-Weź nie rób ze mnie idiotki.
-Ok. Skoro na prawdę mu się podobam, to mi to powie.
-Jak chcesz... Chodźmy na ten obiad, bo nam nie zostanie.
-Jak coś mam gorące kubki. Rok temu na obozie było ohydne jedzenie! I od tamtego czasu na każde wakacje biorę ok. 20 gorących kubków
-Haha, dobre.
Obiad - nawet smaczny. Gorące kubki zjemy kiedy indziej.
*oczami Carly*
Hmmm co by tu zrobić... [T.I] powiedziała, że mu nie powie. Louis pewnie też się nie zbierze na odwagę. Będę musiała z nim pogadać. Ale kiedy? [T.I] nie może się dowiedzieć. - z myślenia wyrwała mnie [T.I].
-Idziemy nad jezioro?
-Idź sama, ja zadzwonię do mamy, prosiła żebym dzwoniła.
-Na pewno? Mogę poczekać.
-Nie, nie idź. I tak nie mam ochoty na pływanie.
-Ok, to na razie.
-Papa...
Jest! Idealna okazja. Oby Louis był w pokoju.
Nie zastanawiałam się tylko do niego poszłam. <puk puk>
-Ooo jak dobrze że jesteś - powiedziałam gdy tylko otworzył drzwi - mogę wejść?
-Jasne - powiedział trochę zdezorientowany.
-Louis. Wiem że [T.I] Ci się podoba - zaczęłam.
-Aż tak bardzo widać .
-Nie próbuj.... Co Ty powiedziałeś?
-Czy tak bardzo widać..?
-Ooo, już myślałam że będę się musiała kłócić że tak jest, a Ty nadal będziesz mówił że tak nie jest. Ułatwiłeś mi zadanie. Dobra, przechodzę do setna sprawy, nie wiadomo kiedy wróci z plaży. Powiedz jej.
-Co? Niee!
-Jak to nie?! Jak to NIE?!
-No nie
-Ale czemu...?
-Ona nie czuje tego co ja.. - posmutniał.
-Obydwoje jesteście ślepi. Ty ją kochasz i ona Ciebie też. Mówiła mi to dziś!
-Serio?! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
-Tak, wiem, wiem, jestem genialna, ale ona powiedziała, że ona Ci nie powie, to Ty masz to zrobić
-Ale jak?
-No wiesz to nie może być zwykłe "Kocham Cię, chcesz ze mną chodzić?". Ty jesteś LOUIS TOMLINSON! To musi być NIEZWYKŁE!
-Co proponujesz?
-Dobra potrzebne nam będą 2 jeże i... - Louis mi przerwał
-Mam lepszy pomysł - zaczął szeptać na moje ucho sposób. Był dobry. Powiem więcej, był świetny!
*tydzień później*
Dziś nadszedł ten dzień. Louis ma powiedzieć [T.I]. Szykowaliśmy to cały tydzień! Nie przemyśleliśmy jednego... Co będzie dalej? On mieszka w Londynie, a ona w Polsce....
*oczami [T.I]*
Carly i Louis bardzo dziwnie się zachowują od tygodnia... Nie wiem co się z nimi dzieje, ale mnie to martwi. Ooo sms. Od Carly
"Przyjdź na plażę szybko!!!!"
Zmartwiłam się. Carly mi mówiła, że nie lubi ludzi , którzy używają więcej niż 2 wykrzykników lub pytajników. A użyła 4! Musiało coś się stać. Miałam na sobie taką sukienkę http://img.szafa.pl/ubrania/0/005632412/1304339029/sukienka-plaza.jpg razem z Carly umówiłyśmy się, że dziś nosimy sukienki. Poszłam na plażę. Zdziwiłam się, że była cała pusta. Była 8:00 P.M, więc było już trochę ciemno.
Hands are silent
Voice is numb
Try to scream out my lungs
But it makes this harder
And the tears stream down my face
Usłyszałam gitarę i te oto słowa. Śpiewał je znajomy mi głos... Odwróciłam się. Louis. Mogłam się domyślić, że Carly mu wygada i zmusi żeby mi powiedział co do mnie czuje.
-[T.I]... Nie wiem jak mam zacząć. Powiem prosto z mostu... Kocham Cię. Kocham z całego serca.
-Ja Ciebie też bardzo kocham.
*w pokoju*
-Carly?! - krzyknęłam wchodząc do apartamentu.
-Taaak?
-Co to wieśniaku miało być?! Powiedziałaś mu prawda?
-Nazywasz mnie wieśniakiem, bo znalazłam Ci chłopaka?
-Nie. Nazywam Cię bo nim jesteś. I za to Cię kocham - przytuliłyśmy się. Ona wie, że ta kłótnia cała była w formie żartu.
-No to opowiadaj, jak było? - spytała zaciekawiona.
-Cudnie. Najpierw śpiewał Moments, potem powiedział, że mnie kocha i poszliśmy na romantyczny spacer.
-Był całus?
-Nie...
-I kto tu jest wieśniakiem?
-Pff, mamy czas...
-W sumie racja.
*5 dni później*
-[T.I]...? - powiedziała Carly
-Co?
-Bo... obóz kończy się już po jutrze. Co będzie z Tobą i Louisem?
-No... nic. A co ma być?
-No wiesz... Ty mieszkasz w Polsce, on w Londynie.... Będziecie od siebie bardzo oddaleni. Nie będziesz się bała, że... no wiesz... on Ci jest wierny?
-Sama o tym już myślałam.... Muszę pogadać...
-NIE. Nie gadaj z nim dzisiaj. Dziś się ciesz, że jeszcze go widzisz! Jutro się zamartwiaj.
-Ok. A co będzie z nami?
-Tym też będziemy się zamartwiać jutro.
-Haha. Dobra. Idziemy się przejść?
-Jasne.
Pochodziłyśmy trochę po mieście. Była 7:00 P.M. Weszłam do pokoju. Na łóżku leżał liścik:
"Przyjdź na plażę. Louis xx"
Wyszłam z apartamentu na plażę. Zobaczyłam Louisa, który już czekał.
-Hej - pocałował mnie w policzek.
-Hej słońce. Chciałeś coś?
-Chciałem Cię zobaczyć. - chwyciliśmy się za rękę i zaczęliśmy spacerować. Chodziliśmy tak ok. 2 godzin. Była już 10 P.M. Położyliśmy się na kocu i popatrzyliśmy w gwiazdy.
-Widzisz tamtą gwiazdę? - spytałam - jest najjaśniejsza.
-Mylisz się. Najjaśniejsza gwiazda, leży tu koło mnie.
Było bardzo romantycznie. Słodką chwilę przerwała opiekunka, która zaczęła krzyczeć, że za chwilę cisza nocna. Poszliśmy do swoich pokojów.
-I co? Pocałowałaś go? - spytała Carly
-Nie...
-Ośle, kiedy zamierzasz to zrobić?!
-Jutro...?
-Ostatnia szansa...
*następny dzień wieczór*
-Ok... No to idę do Louisa.
-Zanim pójdziesz... Co będzie z nami? - spytała smutna Carly.
-Kiedyś na pewno się spotkamy, obiecuję - przytuliłyśmy się. Przez te 2 tygodnie stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami - no to idę...
-Dobra. Pamiętaj! Pocałuj go...
<puk puk> weszłam do Louisa
-Oo hej kotku.
-Musimy pogadać.
-Słucham Cię.
-To nie ma sensu. Jutro kończy się obóz. Ja mieszkam w Polsce, a Ty w Londynie.... Żadne z nas nie miało by pewności czy drugie jest w ok w stosunku do nas...
-Czyli po prostu mi nie ufasz - łzy spływały po moich policzkach.
-Przepraszam... - wyszłam.
-Pocałowałaś go? - spytała Carly.
-Nie... zerwałam z nim.
Zaczęła mnie pocieszać. Jednak nic to nie dało.
*ranek*
Dziś wyjeżdżam. Obóz się kończy. Wyszłam na balkon i popatrzyłam na plażę. Zobaczyłam tam chłopaka. Zdziwiłam się, przecież jest 5:30 P.M. Znałam tego chłopaka. Ubrałam się i do niego poszłam.
-Nie śpisz? - spytałam.
-Nie mogłem spać - powiedział patrząc na mnie.
-Ja też - powiedziałam i usiadłam obok niego - chyba... wczoraj za szybko się rozstaliśmy.
-Chyba tak...
-Przepraszam... Ja na prawdę Cię kocham, ale co możemy zrobić? Nie mogę wyjechać do Ciebie, mam w tym roku maturę.
-Rozumiem Cię. Ja nie mogę wyjechać do Ciebie, bo mam zespół.
-Nie widzę innego rozwiązania...
-Ja też... Kocham Cię.
-Ja Ciebie też - oboje zaczęliśmy płakać. Tak bardzo nam na sobie zależało.
*kilka godzin później*
-No moja mama już przyjechała... - powiedziałam.
-Czas się rozstać... - powiedział Louis.
-Niestety... Kocham Cię.
-Ja Ciebie też - pocałowaliśmy się. Wreszcie! Było to pierwszy i ostatni raz...
-Daj znać jak będziesz w Polsce - powiedziałam do Carly.
-Obiecuję - przytuliłam ją. Kochałam ich obojga. Gorzkie łzy spływały po naszych policzkach. Wsiadłam do samochodu. Odjechałam. Zobaczyłam tylko jak machają mi na pożegnanie i wzajemnie ocierają swoje łzy...
*rok później*
Zdałam maturę najlepiej z klasy. Mieszkam w Polsce razem ze swoim chłopakiem Kacprem. Bardzo się kochamy. Louis także ma dziewczynę - Eleonor. Nigdy o nim nie zapomniałam. Tęsknie za nim i nadal go kocham... Wie jednak o tym tylko moje serce...
And I will always love you.
I will always love you.
You, my darling you.